Saszetkowy zawrót głowy

Na zakupach w drogerii miałam zamiar kupić sobie coś nowego z pielęgnacji. Rozglądałam się za maseczkami odżywczymi czy nawilżającymi w dużych tubkach czy słoiczkach, dla mnie był to prosty cel jednak okazało się, że takim nie jest! Saszetki, saszetki...

Moje zdziwienie, gdy nie znalazłam żadnego pasującego do opisu kosmetyku sięgało zenitu! Ale za to półki po brzegi wypełnione produktami na raz. Rozumiem szałowy trend z Korei na maseczki w płachcie, lecz nie tylko takie produkty znajdują się w wspominanych saszetkach. Z braku laku kupiłam troszkę tych produktów, choć w domowym zapasie miałam jeszcze ich troszkę. Co o tym myśleć i jak się sprawdzają i czy warto się na nie decydować - o tym dowiecie się w dalszej części.


Selfie project: #LuckySeal

Możemy tą markę zakupić w Rossmannie, dla mnie była to nowinka z firmy, której nie znałam, wybrałam wersję nawilżającą. Sam design raczej dedykowany dla młodych osób (pokolenie insta i #hasztag), w środku maseczka w płachcie z wesołym kolorowym nadrukiem foki. Płachta (bo w tym przypadku nie jest to lekka tkaninka) porządnie nasączona esencją, łatwo się rozłożyła i do twarzy się dopasowała, lecz ni jak nie trzymała się na miejscu w okolicach brody, więc fruwała w powietrzu odsłaniając tą okolicę. Na początku trzymania maski odczuwałam lekkie mrowienie, o czym też producent wspomina jako normalna reakcja, więc ufając wyczekałam ok. 20 minut. Po ściągnięciu esencja była już mocno zabsorbowana przez moją skórę, która faktycznie dawała odczucie nawilżonej, gładkiej przy czym nie było żadnej lepkiej warstwy czego nie lubię.
Cena: 9,99zł - chętnie spróbuję kolejne produkty tej marki i po tą maseczkę może też sięgnę.


Mediheal: Dress Code Black

W moim przypadku to hit hitów ale nie o samo działanie chodzi a o kupno! Otóż znalazłam je w Lidlu... dopóki kosztowały ponad 12zł to się nimi nie interesowałam ale udało mi się je kupić za 3,99zł/szt - nie wiem czy zrobili jednodniową wyprzedaż, czy mieli błąd w cenówce ale skorzystałam!
Do rzeczy, ta wersja maseczki jest wygładzająco-nawilżająca i jest bardzo syto nasączona esencją, łatwo się ją rozkłada a sam materiał jest bardzo dobrze dopasowującą się, lekką tkaniną z nadrukiem maski karnawałowej jak na opakowaniu z ozdobnymi cyrkoniami.na wysokości brwi. Esencji wystarcza na obfitą aplikację na szyję, dekolt a nawet dłonie :) Po ściągnięciu skóra jest nawilżona, gładka w dotyku, ale niestety pozostaje uczucie lepkości, co mi przeszkadza - niweluje się to po nałożeniu kremu.
Cena standardowa: ok 13zł - za tyle nie jestem pewna czy kupiłabym ponownie, choć za 4zł kupiłam jej spory zapas.


Cettua: Brightening Facial Mask

Ta maseczka ponownie u mnie zagościła, a kupuję je zawsze na promocjach w Douglas. Były to bodajże moje pierwsze maseczki w płachtach, którymi kiedyś byłam zauroczona. Teraz już z perspektywy czasu nie są już one takim hitem. Materiał jest dość sztywny i u mnie w dolnej części twarzy zamiast ładnie się zawijać i przylegać to wiecznie coś odstawało a ja co chwilkę musiałam to przyklepywać z powrotem do twarzy. Wchłania się dobrze i nic się później nie klei, twarz jest wypielęgnowana, lekko rozświetlona, nawilżona jednak spektakularnych efektów nie było po którymś razie.
Cena: ok 10zł - nie wiem czy kupię ponownie


Cettua: Brightening Eye Pads

Po maseczce na twarz z tej serii postanowiłam wypróbować też płatki pod oczy, które z nazwy mają rozświetlać tą okolicę i nawilżać. Płatki są materiałowe z jednej strony nasączone produktem. Bardzo dobrze i mocno trzymają się okolicy, w którą je zaaplikujemy co jest plusem. Po ściągnięciu jest troszkę napięta, elastyczna okolica oczu, troszkę bardziej promienna jednak nie jest to efekt spektakularny więc myślę, że stosując już coś takiego warto zainwestować w jakieś inne, może żelowe płatki.
Cena: ok 20zł/ 5 sztuk - raczej nie kupię ponownie


Bielenda: Hydro Booster Jelly Mask

Tu już formuła jak nazwa wskazuje jest żelowa, choć dosyć rzadka konsystencja - przelewała mi się przez palce i w moim odczuciu była bardziej jak płynno-żelowa esencja, lecz z twarzy nie spływała no i warto wspomieć o przyjemnym zapachu! Produkt dosyć szybko zaczął wysychać/wchłaniać się w suche okolice a po 20 minutach nie było śladu po maseczce (tak mi się wydawało) - przy kontakcie z wodą jednak okazało się, że jest i chwilkę zajęło mi zmycie jej całkowicie z twarzy. Cera faktycznie dostała dawkę nawilżenia a to było jej zadaniem, skóra gładka, miękka więc spisuje się.
Cena: ok 3zł - kupię ponownie :)


Bielenda: Matt Booster Jelly Mask

Kolejna maseczka i również w żelowej formie mam wrażenie, że tu już konsystencja jest właściwa (troszkę gęściejsza od poprzedniczki). Odczucia podczas noszenia maseczki podobne, również dosyć szybko wyschła na twarzy. Ciężko mi powiedzieć o jej działaniu matującym, z pewnością skóra się po niej nie świeci, jest gładka, odświeżona lecz tylko na pewien czas -jak to wiadomo przy tłustych partiach twarzy.
Cena: ok. 2zł - nie wiem czy kupię ponownie (wolę wersję nawilżającą)

Co jeszcze chciałabym powiedzieć o obu maseczkach żelowych z Bielenda to fakt, że starczą one spokojnie na obfite pokrycie twarzy, szyi i dekoltu, lub też jeśli nałożymy tylko na twarz to starczy na dwie aplikacje :)

Na dziś to już tyle tych saszetek choć mam jeszcze ich troszkę w zanadrzu - Jak Wam się podobał taki zbiorczy post i mix recenzji? Chcecie więcej?

Mieliście styczność z którymiś produktami, jaka jest Wasza opinia?
Buźka :)

23 komentarze:

  1. Lubię maseczki w formie takich saszetek, tych przedstawionych przez Ciebie nie miałam okazji poznać

    OdpowiedzUsuń
  2. ja najbardziej lubię maski w płachtach i tym razem także to ona mnie zainteresowały. szczególnie, że mają fajne motywy zwierząt i maskę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie testowalam ani jednej ale.ta pierwsza mnie zaciekawiła;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O :) Muszę wypróbować tą matującą! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię maseczki, jednak tych nie znam. Ta pierwsza urzekła mnie szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie mnie bardzo zaciekawił ale ta pierwsza wygląda super;>

    OdpowiedzUsuń
  7. dawno już nie miałam masek w formie saszetek. Bardzo często mieszam sobie glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cholera jasna a ja bedac w Rossku mialam kupic sobie maseczki w plachcie. Zawiesilam sie na farbach do wlosow i zapomnialam buuuuuu :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobają mi się takie wpisy, możemy porównać sobie maseczki i wybrać idealną dla Nas :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uwielbiam maseczki w płachcie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bielenda matt najbardziej mnie zaciekawila bo mam cerę tlustą

    OdpowiedzUsuń
  12. Ani jednej nie stosowałam, ale Twoje piękne zdjęcia mnie kuszą.

    OdpowiedzUsuń
  13. maseczki w płachcie uwielbiam :) ta pierwsza jest urocza :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja jeszcze nie używałam maseczek w płachcie, jakoś nie mogę się przekonać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie lubię saszetek :D zawsze je gubie i póki znajdę tracą datę ważności :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham maseczki w saszetkach - raz używasz i wyrzucasz opakowanie, dla mnie to idealna opcja.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ile ciekawych propozycji! Ja też chętnie bym sobie wypróbowała niektóre z tych saszetek;>

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znałam wcześniej tych maseczek :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Te maski z Selfie Project sa swietne ;🌸D

    OdpowiedzUsuń
  20. Maseczki w formie małych jednorazowych saszetek zbytnio się nie opłacają cenowo,ale ja również je lubię,otworzę,zużyję i nie spoglądam cały czas na datę,czy jeszcze dobra,czy już trzeba ją wyrzucić.
    Muszę kupić kilka znów,bo już się zużyły.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja wolę właśnie takie jednorazowe maseczki w saszetkach :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie szczególnie przepadam za kupowaniem takich jednorazowych maseczek. Zdecydowanie wolę opakowania pełnowymiarowe, jeżeli chodzi o maseczki w kremie czy żelu, bo z płachtami inaczej się nie da. Miałam styczność z produktami marki Selfie Project i byłam zadowolona, więc chętnie sięgnę po maseczkę:) Kilka razy miałam także styczność z Bielendą.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli tu jesteś proszę pozostaw po sobie ślad - podziel się swoją opinią!
Za każdy komentarz dziękuję, bo motywuje mnie do dalszego działania


Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych. Celem ich zbierania jest zapobieganie Spamu.

Copyright © 2016 Kosmetyczna Pasja , Blogger