Post Dr. Dąbrowskiej: jak to się zaczęło + moje szczere wyznania

Życie wielu z nas jest w biegu, stresie, jemy byle co, byle jak i negatywnie wciąż wpływamy na swój organizm nawet tego nie zauważając. Nawyki żywieniowe, które mamy wprowadzone uważamy za konieczne "by przetrwać" a potrafią nas wyniszczać, narzekamy na słabe zdrowie, problemy, choroby. W końcu przychodzi również poczucie, że gdzieś po drodze przesadziliśmy, że nie wyglądamy tak jak byśmy chcieli a do ideału daleko nam brakuje.

Brzmi znajomo? Tak również było u mnie.

Od początku.

Z samą tą "dietą" spotkałam się prawie rok temu pobieżnie czytając wpis na internecie, który jedynie napomknął, że coś takiego jest. Poszperałam, poczytałam jako ciekawostkę i na tym się skończyło. Przez kilka miesięcy zaczęło mnie to coraz bardziej interesować i mam wrażenie, że też więcej bodźców z tego tematu do mnie docierało. Kupiłam książki, przeczytałam i postanowiłam, że tak to coś dla mnie - choć jednocześnie bardzo się tego obawiałam! Przekładałam rozpoczęcie w nieskończoność i niesamowite ale wiecznie miałam idealne wymówki.. a to nie ten tydzień, tu planuję wyjazd więc też nie mogę być na diecie, tu szykują się urodziny - więc jak to tak bez dobrego jedzonka, picia... Zleciały tak 5 miesiące. Moja samoocena leciała w dół tak samo też kiepsko było z ogólnym samopoczuciem.

Moje grzechy w odżywianiu:


  •  Jadłam byle co, co tylko mi się chciało i nie przestawałam gdy czułam, że już pojadłam... nie ja  jadłam do oporu, czasem też z nudów, czasem po prostu do towarzystwa. Moje ilości spożywanego jedzenia się wciąż powiększały i jadłam ogromne porcje.
  •  Jadłam bardzo często w nocy, zaraz przed pójściem spać a w dodatku już w łóżku.
  •  Słonych przekąsek aż tak nie jadłam, choć gdy już się zdarzyło to od razu całą mega paczkę chipsów.
  •  Czekoladki, słodycze, ciastka, słodkie rogaliki - oj tak bez tego bym się nie obyła. Smakowało i to bardzo więc zajadałam się nimi bardzo często jeśli nie codziennie. Mimo zjedzonego dopiero co obiadu a zobaczyłam jakąś czekoladę - było pewne, że jest już moja!
  •  Kawa! Bo bez kubka kawy to ja nie funkcjonuję, kawa musi być na "dzień dobry" a żeby to było mało to pita zaraz po wstaniu na czczo. Już jest źle! Więc jeszcze dodam, że kawa jaką uznawałam to tradycyjna parzona bez mleka, bez cukru i sporządzona z 2 naprawdę niespotykanie czubatych łyżeczek - gdybym miała to przeliczyć na takie zwykłe łyżeczki było by chyba tego ok. 6-7 na jeden kubeczek kawki, a co? A do tego papieros... Tak właśnie rozpoczynałam każdy jeden dzień.
  •  Alkohol - kolejna zmora, wakacje sprzyjały by napić się piwka, w towarzystwie lub też bez jedno, drugie, trzecie a do tego grill i kiełbaski, prażone. W chłodniejsze dni drinki na wieczór do łóżka by troszkę się "rozgrzać".


Na co wszystko zwalałam? Czyli ujawniam moje wymówki.

Początkowo za winowajcę czyniłam pracę w systemie 12 godzinnym, gdzie na regularne posiłki nie było szans, a często kończyło się tylko na jednym. Dodatkowo częste zmiany nocne, które mnie całkiem rozregulowały. Przygotowywanie posiłków do pracy w pudełeczku w tym przypadku odpadało. Praca typu biurowej i siedzący tryb życia bez jakiejkolwiek aktywności bo nie ma z kim, bo nie ma gdzie, bo nie ma kiedy...
Wraz ze zwiększaniem się moich rozmiarów przyszła kolejna rzecz do obwiniania... bo to przez tabletki, hormony, którymi byłam wciąż faszerowana. Owszem, może i miały one jakiś wpływ, notabene przez rok byłam stale na kilku lekach. Ale czy swoje nazwijmy to wprost obżarstwo, chore nawyki miały jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie?  Nie.
Zawsze uważałam, że jeśli ktoś widzi wzrost wagi i zmianę to przez lenistwo nic z tym nie robi, a częste tłumaczenia a bo ja mam chorobę, bo ja mam problemy z tarczycą, z hormonami z organizmem to takie właśnie teksty na wytłumaczenie się i małe użalanie. Często te osoby nie robią nawet nic w kierunku jakiejkolwiek aktywności fizycznej o zmianie diety już nie wspominając. Zaznaczę, że ja również mam wieczne problemy na tym tle i nigdy moje wyniki nie były dobre a do tego, jak to się czasem mówi, mam organizm (jak chyba też i większość w rodzinie) z tendencją do tycia.



Cel: dieta

Szczerze mówiąc nigdy w życiu jeszcze nie byłam na żadnej prawdziwej diecie. Udało mi się kiedyś dużo schudnąć przed ślubem jednak był to efekt ciężkiej pracy za granicą.
Planowanie i wyznaczanie dat no i słynne "zacznę od poniedziałku" u mnie się kompletnie nie sprawdzało. Nie jestem osobą chodzącą jak w zegarku i żyjącą wg. rozpisanego harmonogramu. Zdecydowanie należę do tych spontanicznych osób.

Niedziela jak każda inna a ja wciąż miałam puste myśli o podjęciu kroków, zajadając się dużą pizzą i popijając pepsi narzekałam na siebie, samopoczucie i wygląd, który różnił się od tego sprzed 3-4 lat. Poniedziałek - wolny poniedziałek, leniwie wstając z burzą myśli zrobiłam coś rzadkiego u mnie- stanęłam na wadze, może nie załamałam się drastycznie bo waga wciąż wahała w tych okolicach ale stwierdziłam, że koniec wymówek, zrobiłam dodatkowo pomiary obwodów nabazgrałam w moim "happy planerze" i powiedziałam sobie, że w końcu to zrobię i zacznę dietę, teraz natychmiast, nie od jutra, nie od punktu w przyszłości tylko JUŻ.

Moje wskazania:

Po jedzeniu bardzo często czułam się źle, czułam się ciężko i pełna, zdarzało się to nawet po stosunkowo lekkich posiłkach, które i tak często nie gościły u mnie na stole. Bardzo często pod koniec zmiany nocnej wcinając śniadanko wyglądałam jakbym była już w co najmniej 5 miesiącu ciąży jak nie lepiej. Mój uniform to uwydatniał - dopasowana spódnica z wysokim stanem i biała koszula. Co gorsza nieraz dostawałam właśnie pytanie o to czy nie jestem czasem w ciąży a spekulacje kończyły się na tym, że kłamię i się wyrzekam.
Bardzo często borykałam się z wzdęciami i problemami z trawieniem.
Ciągłe nie przerwane problemy na tle hormonalnym, nieregularne i nieprawidłowe  cykle (szczerze to nie wiem czy którykolwiek wynik był w normie), gdy zażywałam wszystkie leki było w miarę okej ale ich także ciągle przybywało a gdy przerywałam wszystko powracało do wcześniejszego stanu.
Ciągły wzrost wagi i masy... który pragnęłam wciąż zatrzymać i cofnąć.


To chyba byłoby na tyle moich grzechów i wylewu szczerości. Trudno jest zauważyć własne przewinienia i dopuścić do myśli, że żadne wymówki nie są w stanie mnie usprawiedliwić. Trudno jest w końcu spojrzeć prawdzie w oczy i samemu przyznać się do winy. Jeszcze trudniej jest napisać to wszystko i kliknąć "opublikuj".
Po co więc to zrobiłam? Może dla siebie, by dać w końcu samej sobie kopa i być własnym hejterem w sieci, może też i dla innych podobnych kobiet, by potrafiły zrobić sobie własny rachunek sumienia i nie szukały tak jak ja wymówek tam, gdzie winimy sobie same.
Przecież większość z nas chce mieć ładną sylwetkę, gdzie jeśli jest to fajnie a jeśli już jej nie mamy to nie potrafimy się wziąć w garść.


A jak to jest u Was? Jakie macie postrzeganie siebie, swojego stanu zdrowia a także sylwetki?
Czy mieliście u siebie kiedyś taki właśnie przełom aby w końcu zacząć zmieniać coś na lepsze?


20 komentarzy:

  1. Ja pierwszy raz dietę dąbrowskiej rozpoczęłam ok. 10 lat temu. Szczerze wierzę w jej leczniczy wpływ na nasz organizm , podobnie jest z postem daniela, mam masę książek na ten temat. Gdybym mieszkała sama taki detox nie byłby wielkim problemem, przy okazji „ozdrowienia” udałoby się zrzucić kilka kg. Najważniejsze jest przygotowanie psychiczne, którego aktualnie nie mam. Jestem w grupach wsparcia na fb DZIEWCZYNY SĄ NIESAMOWITE I OSIĄGAJĄ REWELACYJNE EFEKTY. Ja byłam już na wielu dietach , chudłam po 17, 12,15 kg. Jednak moje nawyki się nie zmieniają, lubię dobre jedzenie więc kg wracają :/ też mam problemy hormonalne, nigdy nie miałam regularnego okresu, mam co kilka miesięcy, a jestem po 30stce

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myślałam o tej diecie ale nie dałabym rady. Ostatnio dowiedziałam się o insulinooporności i powoli zmieniam moje nawyki żywieniowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo długo próbowałam różnych diet, ale nie mogłam zrzucić tych kilku zbędnych kilogramów. Dopiero, gdy trafiłam na sensownego lekarza, który zlecił mi wszystkie badania okazało się, że jestem Insulinooporna. Zmieniłam dietę i styl życia, a kilogramy lecą momentalnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie stosowałam żadnej diety, w zasadzie to nigdy nie musaiłam wiec te tematy są mi póki co obce

    OdpowiedzUsuń
  5. Szacunek za to, że na tyle silna się już w tym temacie czujesz i potrafisz przyznać się do błedów. Tłumaczyć można się na milion sposobów. Wymówka zawsze się znajdzie. Dobrze, ze masz duze samozaparcie. Ja nie wyobrazam sobie rozpoczecia dnia od kawy "siekiery", bo taką sobie serwowalas i dymka. Sniadanie to podstawa. Wbiła mi to moja mama do glowy i do tej ppry sie tego trzymam. Jestem wysoka i bardzo szczuplutka, chcialabym wrecz przytyc. Wyniki wszystkie mam dobre, wiec nie ma gdzie szukac juz "problemu". Musze zaakceptowac siebie taka, jaka jestem. Dieta nie jest mi potrzebna. Byleby byly warzywa, owoce - pysznie i zdrowo. Nie musze sie ograniczac. Dlatego zycze Ci powodzenia w dalszych sukcesach zywieniowych. Taka zmiana przyjdzie Ci na dobre. Trzymaj sie zalozen. Checi i dobre nastawienia to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie musiałam stosować żadnej diety. zawsze byłam jak szczypiorek. Dopiero po kolejnej ciąży nie do końca wróciłam do swojej sylwetki, ale nic na siłę. Powoli , małymi kroczkami dojdziemy :) O tej diecie słyszałam, ale jak na razie nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie mam na tyle silnej woli by przejść na dietę :):P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem na diecie ponad rok już i widzę ogromną zmianę w moim ciele plus na wadze gdzie spadło mi aż 12 kg :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mi pomogłaś tym wpisem i rozwiałaś wszelkie wątplsiości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mega ciekawy post, który porusza wiele istotnych tematów dla większości z nas, super robota!
    Zapraszam do mnie http://barwne-stylizacje.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nigdy jakoś szczegółowo i restrykcyjnie się nie odchudzałam. Warzę 70 kg, ale jestem wysoka nikt mi tyle nie daje. Się śmieję, że w kościach jestem gruba, więc stąd ta waga. Chciałabym zacząć ćwiczyć by móc poprawić nie tyle wagę, ile kondycje. Bo jednak nie oszukujmy się, sport to zdrowie. Brakuje mi jednak motywacji i samozaparcia. Może kiedyś je znajdę i osiągnę cel.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam wiele o tej diecie jednak sama nie miałam z nią styczności. Zdarzyło mi się przygotować potrawy zgodnie z tą dietą ale nir zawsze mi smakowały. Staram się zdrowo odżywiać i nie patrzeć tylko na swój wygląd

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam tak, że czasem jem dopiero śniadanie o 14, obiad o 17 a kolacji wcale ale w nocy.. Czasami jem co pół godziny szczególnie kiedy mi się nudzi lub się stresuje :) Ale nie mam na szczęście problemu z wagą, wręcz powiedziałabym, że jest idealna. Wiem, że to źle wpływa na skórę, paznokcie i włosy ale jakoś tak sobie żyję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja próbowałam być na różnych dietach i nie udawało mi sę wytrwać. Ja lubię jeść i nie mogę tego pokonać.
    Poza tm - jak wrzuciłam na luz tak zaczęłam tracić kilogramy - mam już 5 w dół a jeszcze 5 bym chciała. Staram się nie jeść przed snem, nie podjadać w nocy, odstawiłam słodycze i cukier a resztę jem jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  15. Moim kopniakiem do działania był nasz ślub. Udało mi się zejść z 59 na 54 kg ( przy wzroście 158 to widoczna różnica ;) ) Po weselu nie odchudzam się specjalnie lecz zamiast podjadać śmieciowe jedzenie , chrupie jabłko czy marchewkę , staram się jesc o stałych porach itp ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. ja bym chyba nie dała rady na tym poście :)

    OdpowiedzUsuń
  17. No nie wiem, ja nie jestem zwolenniczką takich konkretnych diet;>

    OdpowiedzUsuń
  18. nie interesowalam sie nigdy ta dieta Dabrowskiej a slyszalam ze ciezko jest na tym poscie kolezanki tak wspominaly

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakiś czasu temu myślałam o tej diecie, ale uznałam, że to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli tu jesteś proszę pozostaw po sobie ślad - podziel się swoją opinią!
Za każdy komentarz dziękuję, bo motywuje mnie do dalszego działania


Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych. Celem ich zbierania jest zapobieganie Spamu.

Copyright © 2016 Kosmetyczna Pasja , Blogger